Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 28 kwietnia 2013
Tangle Teezer Original
Dużo się naczytałam (na blogach) i nasłuchałam (na youtube) o "cudownej", plastikowej szczotce Tangle Teezer i po baaardzo długich namysłach postanowiłam się przekonać na własnej skórze (włosach), czy faktycznie jest co zachwalać.
Kilka tygodni temu zamówiłam własną szczotkę Tangle Teezer z już wycofywanej w Polsce (na zagranicznej stronie producenta w dalszym ciągu jest do nabycia) serii Original.
Niestety mocno się spóźniłam z decyzją kupna tej szczotki i zostały już tylko kolory różowy i czarny (a ja chciałam neonowy pomarańcz) w dodatku tylko u jednego sprzedawcy na Allegro.
Zdecydowałam się jednak na róż, który w rzeczywistości okazał się dużo mniej neonowy niż przypuszczałam, w cenie 48zł + 8zł przesyłka ...
Nie ukrywajmy, dużo jak na kawałek plastiku ...
Pierwsze co mnie zadziwiło po otwarciu pudełeczka (prócz koloru), to wielkość (przypuszczałam, że będzie odrobinę większa), trzy wygięte ząbki (które z łatwością udało mi się naprostować), oraz wykonanie ...
Wielkość okazała się idealna i przyjemnie się ją trzyma w dłoni, wykonanie jest karygodne jak na tak drogą szczotkę (w połączeniach dwóch plastików jest mnóstwo szczelin), a ząbki ... no cóż.
Wykonane z miększego plastiku (silikonopodobnego), które podczas szczotkowania przyjemnie masują głowę, ale łatwo się wyginają, więc nie wiem na jak długo posłuży mi ta szczotka do puki ząbki na dobre się wygną.
Co do super efektów, czyli: rozczesywanie splątanych włosów, nadawanie włosom połysku, zmniejszenie ilości wypadanych/wyrywanych włosów, to muszę się z tym wszystkim zgodzić, ale ...
Tangle Teezer faktycznie ładnie rozczesuje splątane włosy, jednak trwa to zdecydowanie dłużej niż np. grzebieniem (którego używam), oraz ciężko się nim ogólnie uczesać (np. zebrać włosy w wysoki kucyk). Dlatego aktualnie rozczesuje włosy TT, a później grzebieniem zbieram je w kucyk (lub inne uczesanie).
Połysk może jakiś jest, ale jak dla mnie słabo zauważalny. Zobaczymy czy będzie lepszy po kilkumiesięcznym stosowaniu.
Zmniejszenie wypadania włosów teoretycznie też jest, ale to akurat nie jest dziwne, jako, że TT po prostu nam tych włosów nie wyrywa w takiej ilości jak inne szczotki (przynajmniej te z którymi ja się do tej pory zetknęłam).
Są jednak również dwa ogromne minusy, czyli elektryzowanie włosów i ich puszenie.
Możliwe, że przy dłuższych włosach puszenie będzie mniejsze (ja mam włosy raptem lekko za ramiona, tym bardziej, że ostatnio je podcięłam), niestety elektryzowania raczej nie da się wyeliminować, chyba, że będę używała tej szczotki TYLKO na wilgotne włosy, co się raczej mija z celem posiadania tak drogiego sprzętu.
Dodatkowo ta szczotka (moim zdaniem) zupełnie nie nadaje się dla włosów kręconych i falowanych (ja mam lekko falowane w zależności od ich humoru).
Przy rozczesywaniu moich włosów (na sucho) grzebieniem (z normalnym rozstawem ząbków), włosy nie były tak bardzo napuszone jak po użyciu TT.
Jednak do delikatnych włosów mojego synka, ta szczotka jest idealna, choć wiadomo, nieco za duża :P
Podsumowując ...
Plusy:
- ładnie rozczesuje splątane włosy
- nie wyrywa ich w takiej ilości jak inne szczotki
- nadaje połysk (choć minimalny)
- ciekawy wybór kolorów (na zagranicznej stronie producenta)
- wygodnie leży w ręku
Minusy:
- elektryzuje włosy
- puszy je
- ząbki się łatwo wyginają
- hałturskie wykonanie (szczeliny w połączeniu między plastikami)
- nie da się jej nosić z sobą w torbie (chyba, że się kupi wersję podróżną, co jest dodatkowym wydatkiem)
- wysoka cena
Czy polecam szczotkę Tangle Teezer Original? (o innych wersjach się nie wypowiadam)
Tak, ale raczej dla osób z długimi, prostymi i często plączącymi się włosami.
Dla pozostałych to tylko zbędny gadżet.
niedziela, 4 listopada 2012
Reanimacja loków żelem lnianym
![]() |
| Zdjęcie zaczerpnięte z www.ilewazy.pl |
Od pewnego czasu próbuję pobudzić moje włosy do ponownego, naturalnego kręcenia się.
W Angielskim klimacie szło im to doskonale, nawet na mocno zniszczonych farbowaniem włosach, ale w Polsce to już inna bajka.
Dzisiaj postanowiłam zrobić żel z siemienia lnianego, a wykonałam go następująco:
3 i 1/2 łyżki stołowej siemienia lnianego zalałam 400ml wody (kranówki) i gotowałam na małym ogniu około 20-30 minut aż siemię zaczęło wytwarzać "śluz" w zadowalającej mnie konsystencji.
Następnie przez sitko odcedziłam śluz od ziarenek (ziarenka można zjeść, bo są bardzo zdrowe na żołądek) i dodałam do śluzu około 2 łyżki stołowe soku z aloesu (opcjonalnie), przelałam do małego, zamykanego pojemniczka i wstawiłam do lodówki.
Wyczytałam, że taki żel można trzymać w lodówce około 2 tygodnie, a po ilości jaką dzisiaj zużyłam stwierdzam, że zrobiłam go zdecydowanie za dużo i następnym razem zmniejszę przepis do 1 łyżki siemienia lnianego i około 100ml wody.
Dwukrotnie umyłam włosy szamponem TRESemme Blonde, przy ostatnim płukaniu rozczesałąm włosy grzebieniem.
Wycisnęłam z wody i zawinęłam na około 30 minut w pieluchę tetrową (tak tak, zajumałam jedną nieużywaną synkowi :P ).
Następnie wtarłam w skalp wcierkę Joanna Rzepa, przeczesałam włosy palcami i wgniotłam niewielką ilość żelu lnianego na całej długości i pozostawiłam do wyschnięcia.
W między czasie nieco je ugniatałam, żeby dodać włosom miękkości i pozbyć się zlepionych "strączków".
Efekt?
Tak wyglądały moje włosy w piątek, po normalnym myciu (jak wyżej, tyle, że zamiast żelu lnianego w końcówki wtarłam odżywkę CHI):
A tak wyglądają dzisiaj z żelem lnianym (bez odżywki CHI):
Jak widać włosy kręcą się mocniej, choć nie dużo i mam nadzieję, że ten efekt utrzyma się również po spaniu, ponieważ przeważnie przez sen większość loków całkowicie mi się rozwala :/
Na kilku blogach wyczytałam, że włosomaniaczki suszą włosy suszarką z dyfuzorem, co pomaga w zwiększeniu skrętu, ale ja włosów nie suszę już od ładnych paru lat i nawet nie posiadam suszarki, choć korci mnie, żeby pożyczyć od mamy i sprawdzić czy faktycznie loczki miałyby lepszy skręt :]
Dla porównania macie próbkę moich angielskich loków.
Wybaczcie za małą ilość włosów na zdjęciach a więcej twarzy, ale innych zdjęć nie posiadam, bo z lokami było rónie, raz były piękne, a czasami nie było ich w ogólę >_< )
Włosy nie farbowane:
Włosy wielokrotnie farbowane i bardzo zniszczone:
A jak Wy dbacie o swoje włosy? :]
wtorek, 21 lutego 2012
Naturalne rozjaśnianie włosów ...
Od dzisiaj zaczynam kurację rozjaśniania swoich włosów i mam nadzieję powrócić do jasnego blond jaki gościł na mojej głowie lata temu (jeszcze zanim zaczęłam je farbować) ...
Po umyciu włosów końcowe płukanie robię z zaparzonego rumianku (2 łyżki stołowe na około 450ml wody) i trzech plasterków cytryny.
Do tego używam również szamponu Timotei "Złote Refleksy" z ekstraktem z rumianku i bursztynu.
Mam zamiar stosować taką kurację przez miesiąc i przekonać się, czy naturalnym sposobem naprawdę da się rozjaśnić włosy (choćby minimalnie) ...
czwartek, 9 lutego 2012
Pielęgnacja włosów ...
Krótka historia moich włosów:
Jeszcze do niedawna miałam czerwono-śliwkowe loki do połowy pleców, ale ponad rok temu obiecałam mężowi, że w końcu wrócę do naturalnego koloru (poza tym moje włosy były strasznie zniszczone od wieloletniego farbowania na przeróżne kolory), tak więc na początku sierpnia 2011 powędrowałam do pierwszego lepszego fryzjera i ścięłam się na baaardzo krótko.
Aktualnie zapuszczam włosy i pielęgnuje je stosując tylko kilka podstawowych kosmetyków.
Zamierzam niedługo zacząć miesięczną kurację skrzypokrzywą, a później może drożdżami, aby osobiście przekonać się, czy będą jakieś rezultaty.
Jak na razie z pomiaru wyszło, że moje włosy rosną miesięcznie 3,5cm, co mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło (zawsze wiedziałam, że moje włosy rosną szybko, ale nie sądziłam że aż tak) i jestem ciekawa, czy wspomagane od wewnątrz będą rosnąć jeszcze szybciej :]
Cel:
Włosy do pasa, z naturalnym, ładnym skrętem (co zdarzało im się tylko w Anglii). Oczywiście dobrze odżywione, zdrowe, miękkie i nie puszące się :]
Ogólne informacje:
Wychodzę z założenia, że im mniej tym lepiej.
Od roku nie farbuję włosów i nie zamierzam już do tego wrócić, chyba, że zacznę siwieć ;P
Po myciu nie trę włosów ręcznikiem, tylko ugniatam, lub zawijam w ręcznik na kilka minut.
Póżniej spokojnie rozczesuje je grzebieniem (wiele osób pisze, że mokrych włosów nie powinno się rozczesywać, ale moje na szczęście przestały się plątać, więc nie mam problemów, że przy rozczesywaniu powyrywam je lub połamie) i daje im swobodnie wyschnąć (moje włosy od wielu lat nie widziały suszarki).
Moja pielęgnacja wygląda następująco:
Raz w tygodniu (lub rzadziej), kiedy zamierzam cały dzień nie ruszać się z domu, nakładam olej na zwilżone włosy i zostawiam na około 6-8 godzin. Dwa razy próbowałam robić to na noc, ale kończyło się niewyspaniem.
Myję włosy raz lub dwa razy (w zależności od ich stanu przetłuszczenia)
Raz w tygodniu (kiedy nie stosuję olejów) nakładam maskę na około 30-50 minut.
Oraz raz na pewien czas spryskuje włosy mgiełką z Fructis'a (ale to tylko po to, żeby ją w końcu zużyć)
Niestety włosy muszę myć codziennie (czasami zdarza mi się co drugi dzień), bo się bardzo przetłuszczają i jeszcze nie wynalazłam skutecznego sposobu na zmniejszenie przetłuszczania nie niszcząc włosów (niestety u mnie przetrzymanie nie sprawdza się).
Jako że mam jeszcze krótkie włosy, to na co dzień nie robię z nimi nic (prócz oczywiście rozczesania). Spinam jedynie grzywkę, która mi bardzo przeszkadza, a którą próbuję wyhodować.
Mycie:
Szampon Garnier Fructis "Czysty Black" do włosów cienkich, pozbawionych życia (próbuję zużyć do końca i już do niego nie wrócę)
Szampon Alterra dodający objętości "Papaja i Bambus" do włosów delikatnych i pozbawionych witalności (użyty kilka razy, więc jeszcze nie mogę się wypowiedzieć)
Szampon Nivea "Straight & Easy" prostujący do włosów puszących się i trudnych do ułożenia (aktualnie zaprzestałam używania, jako że po długim stosowaniu bardzo obciąża włosy)
Oleje:
Alterra "Granat i Awokado" olejek pielęgnacyjny na cellulit ale sprawdza się też na włosach (ślicznie pachnie)
Vatika "Olej kokosowy z Henną, Amlą i cytryną" (po dwóch razach zwątpiłam. Jak dla mnie śmierdzi niemiłosiernie, aż głowa boli, a efektów nie widać)
Sesa olej na "porost" włosów (jak widać jeszcze nie stosowałam i nieco się obawiam, że skończy jak Vatika)
Maski:
Alterra "Granat i Aloes" do włosów suchych i zniszczonych
L'Biotica BioVax "Intensywnie regenerująca maseczka" do włosów przetłuszczających się
Odżywki/serumy:
Odżywka Garnier Fructis "Volume Restructure" do włosów cienkich, bez objętości, osłabionych (ładnie pachnie, ale czy coś więcej? Próbuję zużyć do końca)
L'Biotica BioVax "A+E" serum wzmacniające (próbka, czeka na swoją kolej)
Z czasem zrobię recenzję tych kosmetyków.
Jeszcze do niedawna miałam czerwono-śliwkowe loki do połowy pleców, ale ponad rok temu obiecałam mężowi, że w końcu wrócę do naturalnego koloru (poza tym moje włosy były strasznie zniszczone od wieloletniego farbowania na przeróżne kolory), tak więc na początku sierpnia 2011 powędrowałam do pierwszego lepszego fryzjera i ścięłam się na baaardzo krótko.
Aktualnie zapuszczam włosy i pielęgnuje je stosując tylko kilka podstawowych kosmetyków.
Zamierzam niedługo zacząć miesięczną kurację skrzypokrzywą, a później może drożdżami, aby osobiście przekonać się, czy będą jakieś rezultaty.
Jak na razie z pomiaru wyszło, że moje włosy rosną miesięcznie 3,5cm, co mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło (zawsze wiedziałam, że moje włosy rosną szybko, ale nie sądziłam że aż tak) i jestem ciekawa, czy wspomagane od wewnątrz będą rosnąć jeszcze szybciej :]
Cel:
Włosy do pasa, z naturalnym, ładnym skrętem (co zdarzało im się tylko w Anglii). Oczywiście dobrze odżywione, zdrowe, miękkie i nie puszące się :]
Ogólne informacje:
Wychodzę z założenia, że im mniej tym lepiej.
Od roku nie farbuję włosów i nie zamierzam już do tego wrócić, chyba, że zacznę siwieć ;P
Po myciu nie trę włosów ręcznikiem, tylko ugniatam, lub zawijam w ręcznik na kilka minut.
Póżniej spokojnie rozczesuje je grzebieniem (wiele osób pisze, że mokrych włosów nie powinno się rozczesywać, ale moje na szczęście przestały się plątać, więc nie mam problemów, że przy rozczesywaniu powyrywam je lub połamie) i daje im swobodnie wyschnąć (moje włosy od wielu lat nie widziały suszarki).
Moja pielęgnacja wygląda następująco:
Raz w tygodniu (lub rzadziej), kiedy zamierzam cały dzień nie ruszać się z domu, nakładam olej na zwilżone włosy i zostawiam na około 6-8 godzin. Dwa razy próbowałam robić to na noc, ale kończyło się niewyspaniem.
Myję włosy raz lub dwa razy (w zależności od ich stanu przetłuszczenia)
Raz w tygodniu (kiedy nie stosuję olejów) nakładam maskę na około 30-50 minut.
Oraz raz na pewien czas spryskuje włosy mgiełką z Fructis'a (ale to tylko po to, żeby ją w końcu zużyć)
Niestety włosy muszę myć codziennie (czasami zdarza mi się co drugi dzień), bo się bardzo przetłuszczają i jeszcze nie wynalazłam skutecznego sposobu na zmniejszenie przetłuszczania nie niszcząc włosów (niestety u mnie przetrzymanie nie sprawdza się).
Jako że mam jeszcze krótkie włosy, to na co dzień nie robię z nimi nic (prócz oczywiście rozczesania). Spinam jedynie grzywkę, która mi bardzo przeszkadza, a którą próbuję wyhodować.
Mycie:
Szampon Garnier Fructis "Czysty Black" do włosów cienkich, pozbawionych życia (próbuję zużyć do końca i już do niego nie wrócę)
Szampon Alterra dodający objętości "Papaja i Bambus" do włosów delikatnych i pozbawionych witalności (użyty kilka razy, więc jeszcze nie mogę się wypowiedzieć)
Szampon Nivea "Straight & Easy" prostujący do włosów puszących się i trudnych do ułożenia (aktualnie zaprzestałam używania, jako że po długim stosowaniu bardzo obciąża włosy)
Oleje:
Alterra "Granat i Awokado" olejek pielęgnacyjny na cellulit ale sprawdza się też na włosach (ślicznie pachnie)
Vatika "Olej kokosowy z Henną, Amlą i cytryną" (po dwóch razach zwątpiłam. Jak dla mnie śmierdzi niemiłosiernie, aż głowa boli, a efektów nie widać)
Sesa olej na "porost" włosów (jak widać jeszcze nie stosowałam i nieco się obawiam, że skończy jak Vatika)
Maski:
Alterra "Granat i Aloes" do włosów suchych i zniszczonych
L'Biotica BioVax "Intensywnie regenerująca maseczka" do włosów przetłuszczających się
Odżywki/serumy:
Odżywka Garnier Fructis "Volume Restructure" do włosów cienkich, bez objętości, osłabionych (ładnie pachnie, ale czy coś więcej? Próbuję zużyć do końca)
L'Biotica BioVax "A+E" serum wzmacniające (próbka, czeka na swoją kolej)
Pomocnicy:
Zwykły grzebień ze średnim rozstawem oraz spinka-grzebyczek do upinania grzywkiZ czasem zrobię recenzję tych kosmetyków.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






