niedziela, 23 listopada 2014

Oczyszczanie szamponem z SLS

Dzisiaj jest dzień mycia (oczyszczania) szamponem z SLS, aby zmyć z nich nadmiar żelu i odżywki, który mógł się przez tydzień nadbudować.

Mycie:
- szampon Timotei with Jericho Rose (dwukrotne mycie)

Stylizacja:
- odsączenie wody po umyciu
- rozczesanie zwykłym grzebieniem
- zawinięcie włosów w tetrę na jakieś 2 minuty
- wgniecenie niewielkiej ilości odżywki Joanna Naturia z pokrzywą i zieloną herbatą
- wgniecenie Żelu z Aloesu Flos-Lek
- pozostawione do naturalnego wyschnięcia
- wygniecenie żelu (tym razem się mocniej posklejały, bo dałam więcej żelu)
- wgniecenie dwóch kropli jedwabiu NaturaSilk


Efekt?
Zauważyłam że włosy pokręciły się głównie na wierzchu i z przodu, a loczki są bardzo mięciutkie.
Niestety skręt jest zdecydowanie mniejszy niż przy myciu odżywką (a może to wina innej odżywki bez spłukiwania?).





Podejrzewam, że z tyłu skręt będzie zawsze mniejszy, jako, że moje włosy są ścięte na równo (tylko końcówki są mocno zaokrąglone) przez co spodnia warstwa jest mocno obciążona (dodatkowo przez naturalne suszenie) i ma problem z kręceniem się.

Możliwe, że gdybym je wydegażowała, to by się kręciły zdecydowanie mocniej, jednak takie cięcie jest dobre dla osób z bardzo gęstymi włosami i nie każdy fryzjer umie to zrobić poprawnie.
Pamiętam że kiedyś dałam sobie wydegażować włosy, bo myślałam, że osiągnę efekt jak u znajomej, która ma (miała) bardzo gęste grube loki, ale niestety u mnie efekt był opłakany i włosy zrobiły się bardzo rzadkie. Końcowy efekt bardzo mi się nie spodobał :/

Zdecydowanie najlepszy skręt miałam przy krótkich włosach, ale nic dziwnego, bo nie były dociążane długością.

Luty 2009r.
Choć może mieć to coś wspólnego z wilgotnym powietrzem w Anglii, bo w Polsce już takie ładne nigdy nie były :/

czwartek, 20 listopada 2014

Puch przez maskę?

Teoretycznie mogłabym włosy umyć dopiero jutro lub pojutrze, ale jako, że mam jutro wypad na miasto, to chciałam mieć ładny skręt na włosach.
Niestety coś poszło nie tak ...

Mycie:
- odżywka Mrs. Potter's z Lotosem i Kolagenem (dwukrotne mycie)

Nawilżenie:
- maska Kallos Karite (wielkość jajka, trzymana na włosach 2h)

Stylizacja:
- odsączenie wody po umyciu
- rozczesanie zwykłym grzebieniem
- zawinięcie włosów w tetrę na jakieś 2 minuty
- wgniecenie niewielkiej ilości odżywki Avon Advance Techniques - daily shine
- wgniecenie Żelu z Aloesu Flos-Lek
- pozostawione do naturalnego wyschnięcia


Mam wrażenie, że przez maskę włosy się słabiej pokręciły (pomimo, że dałam sporo żelu) i nieco spuszyły.



Nie wiem czy to dlatego, że ma ona keratynę w składzie, czy odżywka + maska to po prostu za dużo dla moich włosów, ale efekt końcowy nie za bardzo mi się spodobał.

Następnym razem sprawdzę jaki będzie efekt po masce Biovax.

wtorek, 18 listopada 2014

Bez stylizacji? Zdecydowanie NIE

Dzisiaj chciałam się przekonać jakie powstaną loki jeśli nie użyję żelu do stylizacji ...

Mycie:
- odżywka Mrs. Potter's z Lotosem i Kolagenem (dwukrotne mycie)

Stylizacja:
- odsączenie wody po umyciu
- rozczesanie zwykłym grzebieniem
- zawinięcie włosów w tetrę na jakieś 10 minut
- wgniecenie niewielkiej ilości odżywki Avon Advance Techniques - daily shine
- pozostawione do naturalnego wyschnięcia


Efekt wyglądał tak:






Włosy się nieco pokręciły, ale głównie spuszyły (w rzeczywistości bardziej niż na zdjęciach).

Stwierdziłam, że trzeba coś z tym zrobi, dlatego wróciłam do żelu ...

- namoczyłam tetrę i mocno ugniotłam włosy (nie ruszając włosów u nasady), aby były wilgotne, ale nie mokre
- wgniotłam odrobinkę odżywki Avon Advance Techniques - daily shine
- wgniotłam Żel z Aloesu Flos-Lek (większą ilość niż poprzednio)
- pozostawiłam do naturalnego wyschnięcia

Jaki otrzymałam efekt?
Zdecydowanie lepszy niż bez żelu :]






niedziela, 16 listopada 2014

Mycie odżywką

Przeczytałam na blogu www.kasianafali.pl/ że kręconowłose powinny myć swoje loczki odżywką a nie szamponem.
Nie dosyć, że ma to pomóc w lepszym skręcie, to dodatkowo skalp jest mniej podrażniony niż po myciu szamponem.
Początkowo myślałam, że jak? Toż to nie wymyje brudu. Ale co mi szkodzi spróbować?
Kupiłam więc w Auchan polecaną odżywkę (balsam) Mrs. Potter's z Lotosem i Kolagenem zwiększający objętość. Czemu akurat ten? Bo ładnie pachniał :P
Za 500ml zapłaciłam 7,99zł (inne odżywki tej firmy są po 6,99zł), więc nawet jak nie sprawdzi się do mycia, to będę miała odżywkę, jako że z odżywek do spłukiwania mam tylko Garnier z Awokado i Masłem Kariite, która na moich włosach nie robi nic (a też mnóstwo zachwytów nad nią słyszałam).

Tak więc dzisiejsza pielęgnacja wygląda następująco:

Mycie:
- odżywka Mrs. Potter's z Lotosem i Kolagenem (dwukrotne mycie, odżywki poszło sporo, mieszałam ją z wodą, ale i włosy miałam mocno przetłuszczone)

Stylizacja:
- odsączenie wody po umyciu
- rozczesanie zwykłym grzebieniem (muszę kupić z szerokimi ząbkami)
- na mocno wilgotne włosy wgniecenie niewielkiej ilości odżywki Avon Advance Techniques - daily shine
- od razu po odżywce wgniecenie nieco większej ilości niż ostatnio Żelu z Aloesu Flos-Lek
- pozostawione do naturalnego wyschnięcia

Po wyschnięciu teoretycznie powinnam włosy odgnieść z nadmiaru żelu, aby nie były posklejane, ale nie musiałam tego robić, więc albo mam za słaby żel albo za mało go daje.


Loczki z przodu wyszły całkiem ładne i chyba nawet większe niż poprzednio




Niestety włosy z tyłu wyglądają tak sobie.
Tzn. wyglądają na pewno lepiej niż poprzednio, bo mocniej się zakręciły, ale mimo wszystko jak dla mnie za słabo.
Nie wiem czy to wina cięcia, czy stylizacji.
Możliwe że loczki prostują się pod własnym ciężarem podczas naturalnego schnięcia, a może daje za mało żelu zwłaszcza na spodnią warstwę. Zresztą na zdjęciu widać, że tylko dwa paska się "zżelowały".


czwartek, 13 listopada 2014

Walka o loki?

Do tej pory na blogu pisałam głównie o lakierach do paznokci, ale teraz bardziej skupie się na włosach.
Posty będą pisane przede wszystkim pode mnie, tak abym mogła w każdej chwili tu zajrzeć i porównać, jak dany produkt działał na moje włosy i czy jest sens ponownie do niego wrócić.
Jeśli jednak komuś za razem tymi postami pomogę w pielęgnacji włosów, to będzie super, bo sama również wciąż szukam inspiracji do pielęgnacji kręconych włosów na innych blogach.

Dzisiaj:
Mycie:
- odżywka Garnier Awokado i Masło Karite (na razie nie przekonuje mnie ta metoda)
- szampon dla dzieci Babydream x2 (bardzo nie lubię tego szamponu)
- szampon Isana - Owoce i Witaminy  (był konieczny, bo po Babydream wciąż miałam wrażenie tłustego włosów u nasady)

Nawilżenie:
- maska Kallos Karite (wielkość jajka, trzymana na włosach 1,5h)
- 10 kropli soku z Aloesu (dodane do maski)

Stylizacja:
- odsączenie wody po umyciu
- rozczesanie Tangle Teezer, później zwykłym grzebieniem
- na mocno wilgotne włosy wgniecenie małej ilości odżywki Avon Advance Techniques - daily shine (użyłam ją wyłącznie dla zapachu, bo moje włosy były już i tak śliskie po masce)
- od razu po odżywce wgniecenie niewielkiej ilości (około dwóch orzechów laskowych) Żelu z Aloesu Flos-Lek (żel oryginalnie jest przeznaczony do pielęgnacji twarzy)
- pozostawione do naturalnego wyschnięcia (na dzień dzisiejszy nie posiadam dyfuzora do suszarki)
- po wyschnięciu lekkie wygniecenie żelu, aby włosy nie były posklejane (wydaje mi się, że żelu użyłam za mało, bo praktycznie nie miałam co wygniatać)


Loczki z przodu wyszły w porządku (musiałam zdjęcie robić sama z ręki)


Z tyłu, jeszcze nieco wilgotne (nie pokręciły się tak ładnie jak z przodu)


Z tyłu po około 2 godzinach po wyschnięciu włosów i wyjściu na podwórko (tragedia >_< )


Niestety skręt z tyłu dość szybko się popsuł i praktycznie wyprostował.
Nie mam pojęcia czy to dlatego, że włosy schły naturalnie, czy może użyłam za mało żelu, czy moje włosy po prostu tak mają.

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Wibo - Gel Like nr 7 Gosia

 
Wibo - Gel Like nr 7 zaprojektowany przez blogerkę Gosię, to jeden z lakierów z niedawno wypuszczonej, blogerowej kolekcji Wibo z nową "żelową" formułą.

Byłam bardzo sceptycznie nastawiona do lakierów z nową "żelową" formułą, jako że naczytałam się sporo złego o tych lakierach, że smużą, wolno zasychają i są bardzo gęste/ciągnące się.
Jednak wybrany przeze mnie lakier (kolor) okazał się przeciwieństwem (prawie) wszystkich złych opinii.


Schnie normalnie (zwłaszcza z Top Coat'em), konsystencja jest normalna, pół lejąca, ale faktycznie nieco smuży.
Za to ma piękny kolor i bardzo ładnie błyszczy.
Bardzo długo szukałam właśnie takiego zabielonego odcienia błękitu, dlatego jestem w stanie wybaczyć mu smużenie.

Niestety pędzelek jest nietrafiony. Tak jak większość pędzli, nie pasuje do mojego "dziwnego" kształtu paznokci, co notabene można zauważyć na zdjęciach (przy skórkach).


Pędzelek nie jest ani za szeroki ani za wąski, ale jest gruby, przez co dziwne rozkłada się na paznokciach. Gdyby był spłaszczony jak pędzelki Golden Rose, to może łatwiej by było się nim posługiwać.
Ale jak wyżej wspomniałam, to też wina mojego kształtu paznokci, więc mało który pędzelek umie się dopasować.


Krycie ma dobre. Teoretycznie starczyłyby dwie warstwy, gdyby lakier nie smużył.
Niestety smugi nieco prześwitują, dlatego polecałabym nakładać trzy cienkie warstwy (ja zostałam przy dwóch grubszych, bo bałam się jak przy trzech lakier poradzi sobie z wysychaniem) .

A jak jest z trwałością?
Standardowo 1 dzień, ale jak już nie raz wspominałam, na moich pazurach nic się dłużej nie trzyma :/

Zdecydowaniem polecam ten lakier, ze względu na niesamowity kolor.
Nie wiem jak z jakością innych kolorów, ale przed kupnem polecam sprawdzić w drogerii jego konsystencję. Jeśli od razu jest gęstawa, to wybierzcie inny egzemplarz :]



Pojemność: 8,5ml
Cena: 5,99, aktualnie 4.99zł (w promocji w drogerii Rossmann)
Wyprodukowane w: Polsce
Dostępność: drogerie Rossmann


Użyłam:  Wibo - Gel Like nr 7 Gosia, odżywka Nail Tek - Foundation II i Golden Rose - Quick Dry Top Coat 

niedziela, 28 kwietnia 2013

Tangle Teezer Original


Dużo się naczytałam (na blogach) i nasłuchałam (na youtube) o "cudownej", plastikowej szczotce Tangle Teezer i po baaardzo długich namysłach postanowiłam się przekonać na własnej skórze (włosach), czy faktycznie jest co zachwalać.

Kilka tygodni temu zamówiłam własną szczotkę Tangle Teezer z już wycofywanej w Polsce (na zagranicznej stronie producenta w dalszym ciągu jest do nabycia) serii Original.
Niestety mocno się spóźniłam z decyzją kupna tej szczotki i zostały już tylko kolory różowy i czarny (a ja chciałam neonowy pomarańcz) w dodatku tylko u jednego sprzedawcy na Allegro.
Zdecydowałam się jednak na róż, który w rzeczywistości okazał się dużo mniej neonowy niż przypuszczałam, w cenie 48zł + 8zł przesyłka ...
Nie ukrywajmy, dużo jak na kawałek plastiku ...

Pierwsze co mnie zadziwiło po otwarciu pudełeczka (prócz koloru), to wielkość (przypuszczałam, że będzie odrobinę większa), trzy wygięte ząbki (które z łatwością udało mi się naprostować), oraz wykonanie ...

Wielkość okazała się idealna i przyjemnie się ją trzyma w dłoni, wykonanie jest karygodne jak na tak drogą szczotkę (w połączeniach dwóch plastików jest mnóstwo szczelin), a ząbki ... no cóż.
Wykonane z miększego plastiku (silikonopodobnego), które podczas szczotkowania przyjemnie masują głowę, ale łatwo się wyginają, więc nie wiem na jak długo posłuży mi ta szczotka do puki ząbki na dobre się wygną.


Co do super efektów, czyli: rozczesywanie splątanych włosów, nadawanie włosom połysku, zmniejszenie ilości wypadanych/wyrywanych włosów, to muszę się z tym wszystkim zgodzić, ale ...

Tangle Teezer faktycznie ładnie rozczesuje splątane włosy, jednak trwa to zdecydowanie dłużej niż np. grzebieniem (którego używam), oraz ciężko się nim ogólnie uczesać (np. zebrać włosy w wysoki kucyk). Dlatego aktualnie rozczesuje włosy TT, a później grzebieniem zbieram je w kucyk (lub inne uczesanie).
Połysk  może jakiś jest, ale jak dla mnie słabo zauważalny. Zobaczymy czy będzie lepszy po kilkumiesięcznym stosowaniu.
Zmniejszenie wypadania włosów teoretycznie też jest, ale to akurat nie jest dziwne, jako, że TT po prostu nam tych włosów nie wyrywa w takiej ilości jak inne szczotki (przynajmniej te z którymi ja się do tej pory zetknęłam).


Są jednak również dwa ogromne minusy, czyli elektryzowanie włosów i ich puszenie.
Możliwe, że przy dłuższych włosach puszenie będzie mniejsze (ja mam włosy raptem lekko za ramiona, tym bardziej, że ostatnio je podcięłam), niestety elektryzowania raczej nie da się wyeliminować, chyba, że będę używała tej szczotki TYLKO na wilgotne włosy, co się raczej mija z celem posiadania tak drogiego sprzętu.

Dodatkowo ta szczotka (moim zdaniem) zupełnie nie nadaje się dla włosów kręconych i falowanych (ja mam lekko falowane w zależności od ich humoru).
Przy rozczesywaniu moich włosów (na sucho) grzebieniem (z normalnym rozstawem ząbków), włosy nie były tak bardzo napuszone jak po użyciu TT.
Jednak do delikatnych włosów mojego synka, ta szczotka jest idealna, choć wiadomo, nieco za duża :P


Podsumowując ...

Plusy:
- ładnie rozczesuje splątane włosy
- nie wyrywa ich w takiej ilości jak inne szczotki
- nadaje połysk (choć minimalny)
- ciekawy wybór kolorów (na zagranicznej stronie producenta)
- wygodnie leży w ręku

Minusy:
- elektryzuje włosy
- puszy je
- ząbki się łatwo wyginają
- hałturskie wykonanie (szczeliny w połączeniu między plastikami)
- nie da się jej nosić z sobą w torbie (chyba, że się kupi wersję podróżną, co jest dodatkowym wydatkiem)
- wysoka cena


Czy polecam szczotkę Tangle Teezer Original? (o innych wersjach się nie wypowiadam)
Tak, ale raczej dla osób z długimi, prostymi i często plączącymi się włosami.
Dla pozostałych to tylko zbędny gadżet.